Akcesoria i kosmetyki samochodowe

Syberyjskie dryfowanie po lodzie wyzwaniem dla modeli Lexusa

Adrian Krzymiński
Udostępnij Facebook Twitter

Mroźne pustkowia Syberii stały się scenerią do jazdy w warunkach poniżej zera, podczas której sprawdzono możliwości jezdne dwóch bardzo różnych samochodów Lexusa - luksusowego hybrydowego SUV-a RX i coupe LC z silnikiem V8.

Zwykle nie uważane za naturalne środowisko dla pojazdów Lexusa, miejscem tej przygody było jezioro Bajkał, najgłębsze słodkowodne jezioro świata.

Jezioro zamarza do głębokości 1,5 metra w temperaturach, które mogą spaść nawet do minus 60 stopni Celsjusza. W rzeczywistości lód jest tak gruby i mocny, że stał się częścią rosyjskiej drogi krajowej.

Wspaniała sceneria wymagała wspaniałego kierowcy i Lexus zatrudnił Nikitę Shikova, jednego z czołowych rosyjskich mistrzów driftu.

Mimo swojego doświadczenia, po raz pierwszy prowadził Lexusa na lodzie - nawierzchni zupełnie innej niż tory wyścigowe, do których jest przyzwyczajony.

Shikov przyznał, że zanim zasiadł za kierownicą, miał wątpliwości, jak będzie się sprawował jego elektroniczny system napędu na wszystkie koła E-Four.

"Początkowo byłem sceptyczny," powiedział, ponieważ RX domyślnie działa z napędem na przednie koła, a tylne koła wchodzą do gry tylko wtedy, gdy czujniki wykryją, że koła zaczynają się kręcić lub wpadają w poślizg.

"Ale gdy tylko znalazłem się na lodzie, szybko odkryłem, że tylna oś włącza się bardzo szybko, więc możesz pewnie kontrolować poślizg wszystkimi czterema kołami".

W rzeczywistości, Shikov był w stanie wykonać kilka bardzo dramatycznych manewrów, wykorzystując przyczepność przednich kół. Podczas gdy prędkość w linii prostej wynosiła ponad 60 mil na godzinę, koła napędzane kręciły się z prędkością ponad 110 mil na godzinę.

LC, z silnikiem V8 o mocy 457 KM i napędem na tylne koła, był zupełnie inną perspektywą. "Jeżdżąc nim po lokalnych drogach do naszego obozu, poznałem jego charakter krążownika na długie dystanse i szybkie podróże dzięki świetnej aerodynamice, doskonałemu prowadzeniu, wygodnej kabinie i idealnej pozycji kierowcy" - powiedział.

"Kiedy jednak wyjeżdżasz na lód, od razu czujesz, że napęd na tylne koła nie działa. Ze względu na masę samochodu i fakt, że jeździliśmy na standardowych oponach, przyspieszenie nie było najważniejsze, chodziło o technikę jazdy, znalezienie granic możliwości samochodu."

"Pojawiła się przyczepność i było prawie jak jazda po asfalcie" - dodał. "Mogłem doświadczyć prawdziwej osobowości samochodu, z prędkością obrotową kół wynoszącą około 170 mil na godzinę. Tylne koła wysyłały w górę imponujące ślady śniegu, zupełnie jak kłęby dymu, które powstają podczas driftu na torze."

Podczas spektakularnych jazd Shikova wszystkie elektroniczne systemy sterowania i stabilizacji były wyłączone, więc osiągi zależały od samochodu w jego najczystszej formie i umiejętności pilota.

Zobacz